niedziela, 12 lipca 2009

Dziś dobre samopoczucie

... pierwszy podjazd w pierwszej grupie na drugim trochę brakło, ale przyjechałem w drugiej grupie z Cancellarą ze stratą do Fedrigo 18min! 

Trochę dokucza temperatura, od pierwszego etapu wciąż powyżej trzydziestu stopni. Za chwilę lecimy samolotem do Limognes jutro dzień wolny i od wtorku druga cześć wyścigu.

foto: corvospro 

sobota, 11 lipca 2009

Rzeź od startu

Dziś od startu 23km pod górę, więc rzeź od startu! Dość szybko stworzyło się duże grupetto. Pod górę jechaliśmy spokojnie a na zjazdach i po płaskim mocno. 

Strata do zwycięzcy 23min, myślę, że w granicach przyzwoitości. Jutro jeszcze górski etap i w poniedziałek dzień wolny. Samopoczucie średnie jak wczoraj! Pozdrawiam


foto: corvospro

piątek, 10 lipca 2009

Dziś od startu gaz

Witam! Dziś od startu gaz, do czasu kiedy utworzyła się ucieczka, później trochę spokojniej ale nie na długo bo dość mocno zaczęła gonić Astana. Ostatniego podjazdu nie komentuje bo nie widziałem! Od startu ciężko, nadal płacę za ucieczkę, ale lepiej niż wczoraj na koniec, to znaczy grupetto by nie tracić sił. Jutro też ciężko, od startu ciężka góra kilkanaście kilometrów.

foto: corvospro

środa, 8 lipca 2009

Marcin ucieka

Polski bohater: będę znowu uciekał, w końcu musi się udać

Marcin Sapa, polski jedynak w tegorocznym Tour de France, był bohaterem wszystkich środowych serwisów sportowych w naszym kraju. Kolarz Lampre uciekał przez blisko 200 kilometrów - tak jak zapowiadał na stronach Onet.pl - ale ostatecznie został wchłonięty przez peleton.
Ucieczka jednak powiodła się, bowiem przed rozpędzonym peletonem linię mety minął Francuz Thomas Voeckler (Bouygues Telecom).

Dotrzymał pan danego słowa i faktycznie zaatakował na piątym etapie.
- (śmiech) Tak wyszło, że udało się.
Gazetka

Wie pan o tym, że był bohaterem serwisów sportowych w Polsce w środę?
- Bardzo miło mi to słyszeć.

Ciężko było zapewne? Długa ucieczka i skuteczna. Wprawdzie pan przyjechał w peletonie, ale kolega z ucieczki (Thomas Voeckler - przyp. red.) jako pierwszy minął linię mety.
- Powiem szczerze, że zaskoczony jestem tą rozgrywką na końcu etapu. Nic nie wskazywało bowiem na to, że ta ucieczka może mieć powodzenie. Na ostatnich kilometrach pracowałem naprawdę mocno i dlatego też brakło tych sił na końcówce. Ostro wziąłem się za robotę w tej ucieczce, bo chciałem, żeby ten peleton dogonił nas nie na 30 kilometrów przed metą, a powiedzmy na 15 kilometrów przed "kreską". Kiedy mieliśmy 30 km do mety nasza przewaga wynosiła bodajże 40 sekund, ale mieliśmy jeszcze przed sobą zakręt w prawo i ponad 20 km pod wiatr. Naprawdę nic nie wskazywało na to, że ta ucieczka może mieć jakieś szanse powodzenia. Sądziłem, że peleton trzyma nas na tak małą przewagę, by w każdej chwili nas dogonić. Losy potoczyły się jednak inaczej. Zawodnicy "rozjechali się", jak to się mówi po kolarsku, w peletonie. Przestali gonić, a później mieli bardzo ciężko dojść naszą ucieczkę. Wykorzystał to doświadczony kolarz Thomas Voeckler. Zachował najwięcej sił na koniec i wygrał.

Kiedy zobaczyłem skład ucieczki, to powiedziałem do kolegów, że dojedziecie do mety. Był nawet zakład o whisky.
- Będę powtarzał to jak mantrę. Nie spodziewałem się, że ta ucieczka dojedzie do mety, bo wiedziałem, jak wygląda trasa tego etapu. Wiedziałem, że będzie coraz ciężej wraz ze zbliżaniem się do mety, bo odbijaliśmy coraz bardziej w prawo, co oznaczało jazdę pod wiatr. W takiej sytuacji, po tak długiej ucieczce, zaczyna brakować sił w nogach. Peleton zazwyczaj w takich sytuacjach dodaje gazu i niweluje tę przewagę. Tym razem stało się jednak trochę inaczej.

Ma pan trochę żal do kolegów z ucieczki, że kiedy schodził pan z mocnej zmiany, dali nogę i wyrwali do przodu?
- Powiem szczerze, że dało się odczuć w tej ucieczce, że Francuzi, których było trzech, ustalali jakąś taktykę. To jest jednak Tour de France. Wiadomo, że gdyby podobna sytuacja zdarzyła się na Tour de Pologne, to pewnie też byśmy między sobą ustalili, jak mają wyglądać ostatnie kilometry. Sądzę, że zbyt wcześnie wyrwał się Rosjanin Michaił Ignatiew. Gdyby taki rozpoczęły się na około dwa kilometry do mety, myślę, że byłaby szansa dojechania całej naszej grupy.

Teraz zbliżają się Piereneje. Trzeba będzie zatem uważać, by nie przekroczyć limitów czasowych.
- Będę jechał jak najbardziej ekonomicznie. Chodzi o to, by nie przekroczyć limitu czasowego. W książce wyścigu mamy rozpisane wszystkie etapy i wiemy, ile na każdym etapie możemy stracić do zwycięzcy. Zapewne kolejny atak przypuszczę w przyszłym tygodniu, kiedy zjedziemy z gór. Teraz udało się mi uciec zgodnie z zapowiedzią, ale nie obiecuję, że następnym razem też tak będzie. Na pewno nie poddaję się i będę próbował kolejnych ucieczek. Właściwie zrobiłem to, co miałem zrobić. Uciekałem, wygrałem dwie lotne premie i chyba wszyscy są zadowoleni.

Za wygranie lotnych premii zarobił pan nieco euro.
- Tak, ale wiadomo, że nie są to jakieś duże pieniądze. Wszystko widzie do jednego wora i potem dzielimy to na wszystkich zawodników w drużynie. Ale zawsze to coś.

Podczas tego etapu przekroczył pan 1000 kilometrów ucieczek w tym roku.
- Zgadza się. Tysiąc kilometrów ucieczek mam już w nogach. Na piątym etapie Tour de France brakło rzeczywiście bardzo niewiele, bo zaledwie kilometr do mety. Na pewno będę próbował dalej. Kiedyś musi się udać.

Kierownictwo i koledzy z drużyny chwalili?
- Tak oczywiście. W końcu zrobiłem to, co miałem zrobić. Troszeczkę brakło na koniec - może szczęścia, ale co zrobić. Może uda się kolejnym razem.

Rozmawiał - Tomasz Kalemba, sport.onet.pl

foto: Roberto Bettini

Wielki etap Marcina Sapy! Zabrakło tak niewiele...

Marcin Sapa był najbardziej aktywnym kolarzem na trasie 5. etapu Tour de France. Zawodnik Lampre razem z pięcioma kolegami uciekał przez niemal 195 km. Do etapowego triumfu zabrakło niewiele, dał się zaskoczyć rywalom dopiero na 5 km przed metą. Wygrał Francuz Thomas Voeckler.

Polscy kibice mogą być w pełni usatysfakcjonowani. Marcin Sapa pokazał się na piątym etapie Tour de France ze znakomitej strony. To był ten sam Sapa, którego pamiętaliśmy z wielu etapów zeszłorocznego Tour de Pologne. Polak był aktywny, agresywny i skłonny do uczestniczenia w najbardziej brawurowych akcjach.

Zwyżkę formy Sapy mogliśmy zauważyć już na wczorajszej czasówce, kiedy to dojechał do mety z najlepszymi zawodnikami Lampre. Przed dzisiejszym etapem Polak zapowiadał walkę "na całego". Obiecał zaatakować jeszcze przed Pirenejami i słowa dotrzymał.

Tuż po starcie do ataku rzuciła się trójka kolarzy. W ucieczce znaleźli się Anthony Geslin (Française des Jeux), Marcin Sapa (Lampre) i Thomas Voeckler (BBOX Bouygues Telecom). Chwilę później skoczyli za nimi Jewgienij Hutarovicz (Française des Jeux), Michaił Ignatjew (Katiusza) i Albert Timmer (Skil-Shimano). Po kilku minutach obie grupki połączyły się, by stworzyć ucieczkę, która przez cały etap pozostawał na czele wyścigu.

Najwyższą przewagę nad peletonem uciekinierzy osiągnęli 160 km przed metą - 9 minut i 35 sekund. Wielka w tym zasługa Marcina Sapy, który najmocniej pracował spośród uciekinierów. Polak triumfował także na dwóch lotnych premiach, zdobywając łącznie 12 punktów do klasyfikacji punktowej.

Początkowo wydawało się, że peletonie nie odpuści akcji z udziałem sześciu kolarzy. Bardzo wcześnie do pracy zabrali się zawodnicy grupy Columbia. Na 120 km przed metą przewaga stopniała do 4 minut i 40 sekund. Peleton "zachłyśnięty" swoją siłą postanowił odpocząć.

Powodzeniu ucieczki najbardziej zagrażał mocno wiejący wiatr. Zgodnie z zapowiedziami, najtrudniejszy okazał się odcinek trasy usytuowany na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Znów doszło do podziału peletonu na kilka mniejszych grup (podobnie jak na 3. etapie). Tym razem jednak w czołówce znaleźli się wszyscy faworyci do końcowego triumfu w wyścigu. Jazda w takich warunkach mocno zmęczyła sześciu uciekających kolarzy. Na 30 km przed metą ich przewaga stopniała do zaledwie 38 sekund. Peleton był przekonany, że dogoni czołówkę w oka mgnieniu.

Ostatnie kilometry 196,5-km etapu Le Cap d'Adge do Perpignan prowadziły jednak drogami znajdującymi się w głębi lądu. 6-osobowa ucieczka, dzięki znakomitej współpracy, znów zaczęła nadrabiać przewagę. Na 10 km przed metą wynosiła ona jedną minutę i 17 sekund. Szanse powodzenia akcji były bardzo duże.

6 km przed metą na prowadzenie wyszedł Marcin Sapa i była to zmiana bardzo mocna. Polak nie spodziewał się, że współtowarzysze ucieczki będą chcieli wykorzystać jego zmęczenie i zaatakują w momencie zakończenia zmiany. Hutarowicz, Timmer, Ignatjew i Voeckler w tym właśnie momencie nacisnęli mocno na pedały. Sapa i Geslin byli zbyt zmęczeni, by zareagować. Za chwilę atak poprawił Voeckler i już nikt nie zdołał utrzymać mu koła. Francuz samotnie dojechał do mety, rozdając kibicom uśmiechy na ostatnich kilkuset metrach. Drugi linię mety przekroczył Ignatjew, a trzeci był już Cavendishi, który finiszował z peletonu. Pozostali uciekinierzy (w tym Sapa) dojechali do mety z grupą zasadniczą. W momencie, gdy zorientowali się, że nie mają szans na dogonienie Francuza, kompletnie uszło z nich powietrze.

Wielka szkoda, że szefowie grupy Lampre tak rzadko korzystali z usług Polaka w ostatnich kilku tygodniach. Sapa przyjechał do Francji praktycznie bez rytmu wyścigowego. Gdyby nie to, urodzony w Koninie zawodnik mógłby spokojnie powalczyć dzisiaj o triumf etapowy.

źródło: eurosport.pl

foto: Roberto Bettini 

14.38, 72,9km, 5etap